Nigdy nie zapomnę chwili, gdy usłyszałam słowa: "Państwa dziecko nie ma tętna". Już wcześniej przeczuwałam, że coś jest nie tak, bo kiedy pytałam, co się dzieje, pielęgniarki mówiły: "Proszę chwilę poczekać", "Zaraz przyjdzie lekarz". W końcu do sali wszedł lekarz i powiedział: "Bardzo mi przykro, ale wasze dziecko nie żyje. Czeka nas wspólna droga — nie taka, jakiej się spodziewaliście, ale przejdziemy przez nią razem".