Kiedy tramwaj 56 zatrzymał się na wysokości Szpitala św. Jana, pasażerowie ciekawsko zaczęli wyglądać na peron przystanku, gdzie w malowniczej pozie spoczywał mężczyzna koło pięćdziesiątki. Leżał na plecach, z odchyloną w lewo głową, z rozrzuconymi rękoma, z nogami ułożonymi tak, jakby usiłował biec, choć przecież ściśle przylegał całym sobą do asfaltu.