— Pomyślałam, że ktoś strzelał z okien, że to jest polowanie. I wołam do syna: wróć do mnie, wróć, bo cię zastrzelą. A on mnie już nie słuchał, tylko poleciał pomagać rannym — opowiada mecenas Anna Piotrowska, która była z synem na miejscu tragedii w Krakowie.